O muzyce

Melodia, która porywa. Bass, który przewraca. Rytm, który porusza. Refren, który znam na pamięć. I gęsia skórka na samą myśl o wciśnięciu „Play” pod ulubionym utworem.

Muzyka budzi, uspokaja, nakręca. Muzyka nie pyta, nie wymaga, nie prosi. Muzyka pomaga, pociesza, wspiera. Muzyka nie chce nic w zamian, nie jest zazdrosna, nie robi wyrzutów.

Czytaj dalej

Newsletter

Hej, zostaw mi swojego maila. W każdy poniedziałek wyślę Ci podsumowanie wpisów z poprzedniego tygodnia, co Ty na to?

Wymuszona kreatywność

Podobno kreatywności nie da się wymusić. Podobno inspiracja powinna przyjść sama, a tak zwaną kreatywną blokadę trzeba przeczekać. Na usta cisną się mocniejsze słowa, ale użyję zwrotu śmiem się nie zgodzić. Swoją kreatywność wymuszam regularnie.

Do dzisiejszego tekstu siadałem trzy lub cztery razy. Nie wiedziałem o czym będzie. Nie miałem pomysłu. Patrzyłem w pusty ekran, kompletnie zblokowany. Ale wiedziałem, że muszę dziś coś napisać.

Zdarza się, że podobnie mam ze zdjęciami. Szczególnie, kiedy dzień nie był specjalnie ciekawy i po prostu nie uchwyciłem nic wartego uwagi. Patrzę wtedy w czarny ekran aparatu, kompletnie zblokowany. Ale wiem, że muszę zrobić zdjęcie.

Czytaj dalej

Moje Drzewo

Jest takie powiedzenie, że prawdziwy mężczyzna powinien w swoim życiu zbudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. To taka wdzięczna stara prawda, która rozsierdza 40-letnich bezrobotnych chłopaczków wciąż mieszkających z rodzicami.

Dziś posadziłem drzewo. Tymi ręcyma. Pominę fakt, że z moich ogrodniczych umiejętności tą najbardziej wyszukaną jest skoszenie trawnika i to na dodatek krzywo i niedokładnie. Biorąc to pod uwagę, czarno widzę przyszłość drzewa i obawiam się, że może nie doczekać września. Ale jest. Póki co – stoi.

Ale ja nie chciałem dziś o moich ogrodniczych umiejętnościach. Chciałem o tym, że to drzewo to był trzeci i ostatni z wspomnianych celów prawdziwego mężczyzny. I wiecie co? Jak oklepane nie byłoby powiedzenie z pierwszego akapitu. To przyklepując świeżo wysypaną wokół Drzewa ziemię poczułem się naprawdę dobrze.

Polecam każdemu facetowi. Nawet jeśli nie macie syna, a dom jest dopiero w planach – zacznijcie od drzewa. To dobry początek.

O cierpliwości

Jest pewna głupia rzecz, którą można sobie zrobić. I o dziwo robi to sporo ludzi, włączając w to mnie. Jakimś nieznanym nikomu innemu tokiem myślenia można dojść do wniosku, że efekty naszych działań pojawią się natychmiast, lub w najlepszym wypadku w bardzo niedalekiej przyszłości. Niestety rzeczywistość jest zgoła inna.

Jeśli zacznę pisać dziś to nie znaczy, że mój trzeci tekst będzie tym, jakiego polski internet jeszcze nie wiedział. To nie oznacza, że pojutrze będzie mnie czytało tysiące osób. Kto wie, może potrzeba trzydziestu, może stu, a może tysiąca tekstów, żeby w ogóle ktokolwiek zauważył, że piszę.

Jeśli zacznę biegać dziś, to nie znaczy, że za tydzień pobiegnę maraton i nawet się nie spocę. To raczej oznacza, że jutro będę leżał połamany zakwasami. A do maratonu? Kto wie, może będę musiał trenować przez rok, dwa albo pięć.

Jeśli dziś – po raz pierwszy w życiu – wezmę do ręki gitarę, to nie znaczy, że jutro będą się o mnie biły największe kapele tej dekady. Bardzo możliwe, że będę musiał grać dziesięć, albo dwadzieścia lat.

Cierpliwość to fajna rzecz. Szkoda że brakuje jej tak wielu z nas. A jeśli oczekujecie efektów natychmiast – polecam iść się nawalić jak świnia. Sprawdziłem wielokrotnie. Działa. Aż za dobrze.

Muszę najpierw

Zanim zapiszę się na siłownię muszę najpierw kupić dobre dresy, duży bidon, opracować sobie plan ćwiczeń i znaleźć znajomego, który zapisze się ze mną.

Zanim zacznę pisać bloga muszę najpierw wymyślić nazwę, kupić domenę, wybrać dobry serwer i przede wszystkim piękny szablon.

Zanim zacznę robić zdjęcia muszę najpierw założyć konto na Instagramie, 500px, Flickrze i Tookapic, poczytać o fotografii, no i kupić jakiś lepszy aparat, najlepiej lustrzankę.

Mogę tak w kółko. Serio. W znajdowaniu wymówek typu „Zanim X muszę najpierw Y.” jesteśmy wyjątkowo kreatywni.

Ilość = jakość

Wszyscy znamy powiedzenie, że liczy się jakość, a nie ilość. Tyle, że aby pojawiła się jakość – potrzebna jest najpierw ilość. Ansel Adams, wybitny amerykański fotograf powiedział kiedyś takie zdanie.

Dwanaście świetnych fotografii każdego roku to wspaniały plon.

Znacznie łatwiej znaleźć jest dwanaście dobrych fotografii wśród 10,000 zrobionych w całym roku niż zrobić równo dwanaście i liczyć na to, że każde z tych dwunastu zdjęć będzie dobre. Inny fotograf, Henri Cartier-Bresson również całkiem trafnie stwierdził, że:

Twoje pierwsze dziesięć tysięcy zdjęć będzie najgorsze.

Podobnie jest z pisaniem, komponowaniem, sportem, malowaniem, filmowaniem i śpiewaniem. Jeśli chcę aby pojawiła się jakość muszę najpierw postawić na ilość.

Geniusz Spotify

Spotify to wspaniały wynalazek, świetna usługa i genialna aplikacja. Z tą genialną aplikacją przesadziłem? Zwykły streaming, powiecie? Bynajmniej. Ale o tym za pięć akapitów.

Jakiś czas temu Szwedzi wprowadzili do Spotify nową funkcję, która zmieniła sposób w jaki słucham muzyki. Chodzi o Odkryj w tym tygodniu. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało zacząłem kojarzyć poniedziałki z czekającą na mnie nową, idealnie dobraną pod mój muzyczny gust playlistą od Spotify.

Sprytny algorytm zaskakująco trafnie podpowiadał mi co tydzień czego powinienem posłuchać i co może mi się spodobać. W ciągu kilku tygodni odkryłem tuzin nowych wykonawców, którzy swoją muzyką uzupełnili wysłużone, od dawna słuchane przeze mnie do granic możliwości albumy.

Czytaj dalej

Odpoczywam w kosmosie

Jestem bardzo podatny na hype. Jeśli jakiś produkt, film czy gra zrobi wokół siebie sporo szumu to jest duże prawdopodobieństwo, że film obejrzę, w grę zagram, a produkt drogą kupna nabędę.
No Man’s Sky to gra, która została wyhajpowana tak dalece, że powinienem ją kupić trzy razy. Na moim PS4 pliki produkcji Hello Games znalazły się dzień po premierze, jeszcze przed wysypem recenzji. Recenzji – nie ukrywajmy – mało pochlebnych.

Grze dostało się chyba za wszystko. Od niskiej jakości grafiki, przez brak trybu wieloosobowego, uproszczoną do granic możliwości mechanikę, aż po wszechobecną wtórność i nudę.

Tymczasem w mojej opinii, prostota, wtórność i uczucie nudy jakie gra wywołuje stanowią jej największy i najmocniejszy plus. Po całym dniu pracy, kiedy Żona i Syn już śpią, a ja mogę usiąść ze szklanką zimnego piwa przed monitorem – nie chcę znów myśleć. Chcę a) bezmyślnie mordować wirtualnych zbirów lub b) snuć się po bezkresnym wszechświecie.

No Man’s Sky wręcz z nawiązką zaspokaja moją potrzebę bezmyślnej rozrywki. Kiedy stoję przed wielkim blokiem, który w grze oznacza złoże złota i ryję w nim zielonym laserem przez 20 minut – po prostu odpoczywam.

Dwa dni wolnego

Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze. Będziesz miał dwa dni wolnego. Wspaniałe słowa nieznanego autora. Tak prawdziwe. Tak kuszące. Tak bardzo mi bliskie.

Skłonności do prokrastynacji nie pomagają. Kusi przyjemny zapach sobotniego lenistwa. A myślami jestem już na wieczornej imprezie. Właściwie to na imprezie jestem już prawie fizycznie, bo słowa te piszę z tylnej kanapy samochodu, który dzielnie wiezie mnie na melanż.

Nie chce mi się pisać. Nic mi się nie chce. Mało brakowało a ten tekst przeczytalibyście pojutrze. Dobrze, że jest dyscyplina.

Przeczytaj instrukcję

Od dawna zaskakującym dla mnie jest jak bardzo wierzymy w swoje techniczne umiejętności. I jak bardzo te umiejętności nie dorastają do naszych wyobrażeń.

Meble z IKEA poskładam sam. I co z tego, że po złożeniu kanapy zostaną mi dwie deski i 16 śrubek. Strach siadać, ale złożyłem sam. Bez pomocy malowideł szwedzkich inżynierów.

Tutorial do nowozainstalowanego oprogramowania? Plażo, proszę! Pomiń, pomiń, pomiń, pomiń. A później główkuj, mądralo jak to wszystko działa. Albo raczej – dlaczego nie działa.

Czytaj dalej

Świat nie jest mi nic winien

Ci, którzy chcą – znajdą sposób. Ci którzy nie chcą – znajdą wymówkę. Ale jak to? Przecież uwielbiamy wymówki. A zrzucanie winy na wszystkich wokół to cudownie wyzwalające zajęcie.

Dużo łatwiej też wymaga się od innych niż od samego siebie. A najwięcej wymaga się od świata. A ile pretensji się świat nasłuchał. Na ratunek światu przychodzi Mark Twain, któremu zdarzyło się powiedzieć kilka mądrych rzeczy, ale na potrzeby tego tekstu przytoczę jedną:

Nie mów, że coś ci się od świata należy. Świat nie jest ci nic winien. Świat był tu pierwszy.

Czy w takim razie ja sam porzuciłem wymówki zupełnie, a jeśli czegoś wymagam to tylko od siebie? Chciałbym. Naprawdę. Niestety, daleko mi do tego. Bardzo daleko.

Ale robię postępy. Kiedy tylko zaczynam mieć pretensje do świata o to, że coś mi nie wyszło – przypominam sobie słowa pana Twaina – i robi mi się bardzo głupio. Sorry, świecie.

Daj sobie jeden dzień

Cierpliwość to rzadko spotykana cnota. Nie ukrywam, że i ja sam cierpliwością nie grzeszę. Wręcz przeciwnie. Często oczekuję efektów swoich działań jak najszybciej, chcę natychmiastowej gratyfikacji.

Staram się cierpliwości uczyć prowadząc długie, wymagające projekty jak 12 miesięcy codziennego pisania czy 365 zdjęć w roku. Jednak brak cierpliwości jest czasami silniejszy. Są dni, kiedy potrzebuję zastrzyku natychmiastowej nagrody. I wtedy rzucam sobie wyzwania mniej wymagające.

Czytaj dalej

Dzień 31

Jeśli dobrze liczę – a bardzo możliwe że gdzieś się rąbnąłem – to dziś mija 31 dzień od kiedy zacząłem pisać codziennie. Wypadałoby zatem podsumować pierwszy miesiąc dziennika i przy okazji przyznać się do czegoś bardzo, bardzo złego.

Codzienne pisanie wchodzi w krew dokładnie tak jak codzienne robienie zdjęć czy jedzenie śniadania. Po prostu w moim planie dnia pojawiła się kolejna kropka podpisana #dziennik. Dostała swoje 30 minut, które w innym przypadku spędziłbym na patrzeniu w sufit lub co gorsza – na Facebooku.

Codzienne pisanie poprawia tego pisania jakość ale i sprawia, że pisze mi się łatwiej. Sekret tkwi w codziennym treningu. Przypominam sobie jak jeszcze rok temu męczyłem się próbując wykrzesać z siebie 100 słów co tydzień.

Czytaj dalej

Motywacja VS dyscyplina

Motywacja to podstępny mały gnojek. Znika zaraz po tym jak się pojawi. Nie można na nią liczyć, nie radzę jej ufać i właściwie to chyba nie warto tracić na nią czasu.

Dużo lepiej jest polegać na dyscyplinie. Zmusić się do zrobienia czegoś już teraz, w tym momencie zamiast czekać aż łaskawie pojawi się motywacja. Mel Robbins w jednym ze swoich wystąpień powiedziała, że impuls do zrobienia czegoś (inaczej motywacja) trwa około 5 sekund. Jeśli nie podejmę jakichkolwiek działań w ciągu 1/12 minuty to jest pozamiatane.

Jeśli komuś się wydaje, że jestem zmotywowany do tego aby pisać tutaj codziennie, codziennie robić zdjęcia, każdego tygodnia nagrywać, montować i publikować podcast to jest w głębokim błędzie. To nie motywacja. To dyscyplina.

Podobnie, gdybym chciał schudnąć, potroić swoje przychody, albo nauczyć się grać na pianinie nie czekałbym na motywację. Ta pojawi się lub nie, a nawet jeśli to za chwilę gdzieś zniknie. Zamiast tego zaaplikowałbym sobie dużą dawkę dyscypliny.

Dyscyplina jest zajebista.

Lęk przed pustą kartką

Zaczynanie czegokolwiek jest przerażające. Każdy z Was, kto coś zaczynał wie o czym mówię. Mówię o lęku przed pustą kartką. Mówię o tej chwili, kiedy stajemy przed białym, czystym płótnem bez ani jednej kreski. Van Gogh też wiedział o czym mówię:

Nie masz pojęcia jak paraliżujący jest strach przed białym płótnem. Płótnem, które zdaje się mówić do malarza – „Nie potrafisz nic”. Ale to płótno tak naprawdę boi się prawdziwego malarza pełnego pasji. Malarza, który ośmieli się złamać zaklęcie „nie potrafisz” raz na zawsze.

Za każdym razem, kiedy siadam do napisania kolejnego tekstu tutaj, czy nagrania kolejnego odcinka podcastu mam przed sobą pustą kartką i pustą ścieżkę dźwiękową.

To jest dwudziesty dziewiąty wpis do dziennika. Lęk przed pustą kartką czułem i tym razem. Zniknął natychmiast w momencie kiedy na ekranie pojawiła się pierwsza litera tego tekstu.

Najtrudniej jest zacząć.